Nieufność wobec kranówki wynika często z faktu, że nie podoba nam się jej smak i zapach. Są one pochodną obecnych w wodzie kranowej związków organicznych, służącego do jej uzdatniania chloru lub substancji, które znalazły się w niej w wyniku transportu do naszych domów wodociągiem, tj. jak śladowe ilości metali ciężkich lub osady. Krajowe i unijne przepisy dot. wody pitnej określają dopuszczalne, nieszkodliwe dla zdrowia stężenia wymienionych substancji, których obecność w wodzie kranowej nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie.
"W powszechnym mniemaniu, jeśli woda nieładnie pachnie, wygląda lub smakuje, uważamy, że nie jest ona bezpieczna. To naturalne zachowanie, jednak w przypadku wody kranowej w Polsce, która spełnia normy Światowej Organizacji Zdrowia, nie ma powodów do obaw” - mówi prof. Iwona Wawer z Zakładu Chemii Fizycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. "Chociaż wyczuwamy obecność chloru w wodzie, jego stężenie jest minimalne i nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie – wprost przeciwnie. Jest gwarantem bakteriologicznego bezpieczeństwa wody” – podkreśla prof. Wawer.
Każdemu z nas, kto pracuje w temperaturze wyższej niż 25 stopni Celsjusza (na otwartej przestrzeni) lub 28 stopni (na innych stanowiskach, w pomieszczeniach) przysługuje łyk zimnej wody, a dokładniej jak precyzują to przepisy "bezpłatne napoje orzeźwiające, które mają być ogólnie dostępne w ciągu całej zmiany pracowników oraz ilościowo zaspokajać ich pragnienie”.
Od woli pracodawcy zależy co to jest. Ze względu na wysokie temperatury napoje wzbogacone solami mineralnymi i witaminami należą się hutnikom, pracownikom stalowni, odlewni i innych zakładów, gdzie panują naprawdę wysokie temperatury. W pozostałych przypadkach przepisy nie określają czy powinna być to woda mineralna, cola czy sok. To zależy od pracodawcy.
Dodatkowo pracownikom wykonującym prace brudzące na otwartej przestrzeni w wysokiej temperaturze powietrza, którzy nie mają możliwości dostępu do wody bieżącej, pracodawca ma obowiązek dostarczenia do celów higienicznych około 90 litrów wody dziennie na każdego pracownika. Te przepisy są stosowane na przykład na budowach, gdzie wodę do obmycia się po pracy przewozi się nawet beczkowozami.
Zagęszczona ludność będzie jednak miała przede wszystkim problem z wodą, a raczej z umiejętnością jej wykorzystania. Wskazują na to najzwyklejsze statystyki, nawet polskie. Normy w polskich spółdzielniach mieszkaniowych nieinstalujących wodomierzy przewidują na jednego mieszkańca 3 m sześc. na miesiąc, czyli 100 litrów dziennie. Ludzkość licząca 6,6 mld dusz, według tych norm, zużywałaby do celów bytowych (bez rolnictwa i przemysłu) prawie 250 mld m sześc., czyli 250 km sześc. rocznie.
Zapasy wody na świecie są jednak spore. Np. jezioro Wiktorii, największe obszarowo w Afryce, które zawiera 205 km sześc., wystarczyłoby (tylko do celów bytowych) na 10 miesięcy. To jezioro jednak nie jest zbyt pojemne. Więcej wody ma np. mniejsze, ale głębokie jezioro Niasa, o pojemności 7 tys. km sześc. Wystarczyłoby go na jakieś 30 lat. Natomiast największe jezioro na świecie, Bajkał, można by wykorzystywać do celów bytowych, przez 92 lata. Oczywiście, zasoby te musiałyby być odtwarzane, a to nie jest łatwe. Na świecie jest tylko 15 rzek, potrafiących wypełnić Bajkał w czasie krótszym niż 90 lat. Wisła, niestety, do nich nie należy. Ona, przyjmując przepływ z maja 2009 r., może napełnić zbiornik wielkości Bajkału dokładnie w 933 lata od bitwy pod Hastings do dziś.