<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" ?>

<rss version="2.0" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
<channel>
    <title>Wszystko wokol wody: armadillo</title> 
    <link>http://www.cm.akwatech.com.pl/</link> 
    <description>Ostatnie zakładki należące do Wszystko wokol wody</description>
    <ttl>60</ttl>

    <item>
        <title>Od kilku dni ponad czterdzieści tysięcy mieszkańców Katowic i Chorzowa jest pozbawionych czystej wody.</title>
        <link>http://www.cm.akwatech.com.pl/history/f61fd077d6183c2b7d71d1666c4a6380</link>
        <description>Ludzie są oburzeni: twierdzą, że o awarii dowiadywali się pocztą pantoflową, że nie było beczkowozów i że brudną wodę pili jeszcze kilkanaście godzin po tym, kiedy rurach znaleziono zanieczyszczenie: mangan i żelazo.

- Taki sam bałagan był, kiedy wybuchł reaktor w Czarnobylu - emocjonuje się Ewa Krakowczyk z Chorzowa.

Na dodatek dopiero dziś chorzowski sanepid, który ciągle bada wodę, będzie miał informacje, czy nie ma w niej bakterii paciorkowca, czyli groźne bakterie, wywołujące biegunkę.

- Pod względem bakteriologicznym ta woda jest dobra, czekamy tylko na te badania - zastrzega Urszula Mendera-Bożek, dyrektorka Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chorzowie.

W Chorzowie Batorym w którym mieszka ponad piętnaście tysięcy osób brudna woda zaczęła z kranów płynąć we wtorek. Mieszkańcy katowickich dzielnic Załęże, osiedla Witosa i Załęskiej Hałdy, których jest ponad dwadzieścia pięć tysięcy twierdzą, że brudną wodę mają od soboty. - Woda w kranie była i jest mętna. Kiedy nalałem jej psu do miski, nie chciał jej pić - emocjonuje się mieszkaniec bloku przy ulicy Barlickiego w Katowicach.

Za awarię odpowiedzialne jest Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów. - My kupujemy od nich wodę i rozprowadzamy - mówi Jacek Gabor, prezes Chorzowsko-Świętochłowickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kananlizacji. - GPE prowadziło prace remontowe, zwiększyli ciśnienie wody w rurach i stąd pojawienie się zanieczyszczeń.</description>
        <dc:creator>armadillo</dc:creator>
        <pubDate>Tue, 11 Nov 2008 16:44:59 +0100</pubDate>

            <category>rynek</category>
    
    </item>
    <item>
        <title>Nieczystości z gospodarstw trafiają do rzek. Ekolodzy alarmują, a Unia straszy karami</title>
        <link>http://www.cm.akwatech.com.pl/history/797e808ccf64a4a77f9699fbd7e0749b</link>
        <description>Statystyki są zatrważające. Ścieki z większości wsi i małych miejscowości na Dolnym Śląsku, zamiast do oczyszczalni, trafiają wprost do gleby lub rzek. Nawet w samym Wrocławiu aż dziesięć tysięcy mieszkań nie ma kanalizacji. Tymczasem jeśli do 2015 roku nie skanalizujemy naszych miejscowości, czekają nas duże kary nałożone przez Unię Europejską. 

Wójtowie i burmistrzowie rozkładają ręce. W budżetach nie mają bowiem pieniędzy na sieć kanalizacyjną. Koszt jednego kilometra to ok. pół miliona złotych. Z pomocą samorządom miała przyjść Unia Europejska. Ale dotacje okazały się za małe, a w dodatku gminy nie mają pieniędzy na wymagany wkład własny.
- U nas tylko Sędzisław ma kanalizację i oczyszczalnię ścieków - mówi wójt gminy Marciszów Stefan Zawierucha. - Mieszkańcy pozostałych ośmiu wsi radzą sobie w różny sposób - przyznaje.</description>
        <dc:creator>armadillo</dc:creator>
        <pubDate>Tue, 11 Nov 2008 16:43:28 +0100</pubDate>

            <category>rynek</category>
    
    </item>
    <item>
        <title>Od 46 lat bez bieżącej wody i kanalizacji. Życie o jednej, niezbyt głębokiej studzience.</title>
        <link>http://www.cm.akwatech.com.pl/history/16d431637c3a3d1503eae3958ec8a592</link>
        <description>Najpierw opłacili radiestetów. Ci z magiczną różdżką obeszli ich domy w poszukiwaniu żył, z których mogłaby trysnąć upragniona woda. Szczęśliwcy, na których terenie znaleziono podziemnie cieki wodne, wykopali studzienki i wiele lat czerpali z nich wodę. Do czasu jednak. - Pamiętam, jak w latach 80. nastała katastrofa - wspomina Beata Węgrzyn, mieszkająca w domu przy ul. Jasna Rola 61. - Zaczęły wysychać studnie. Od tamtego czasu wody wciąż brakowało - mówi. A miało być jeszcze gorzej: - Za lasem powstało miasteczko uniwersyteckie. Budując je, poprzecinali nam żyły wodne. Od tego czasu nigdy nie wiadomo, kiedy woda w studzience będzie, a kiedy nie - dodaje Beata Węgrzyn.

Tak było długie dziesięciolecia. Wreszcie jednak miało się skończyć - do domów przy ul. Jasna Rola trafiły pisma z długo wyczekiwaną przez ich mieszkańców wiadomością: Aquanet zamierza pociągnąć pod ziemią rurę, która doprowadzi do nich wodę. - Radość była wielka - mówi pani Beata. - Wreszcie, po 50 latach, z naszych kranów miała płynąć woda! Bez ograniczeń! - dodaje.

Tym większe było rozczarowanie, gdy okazało się, że Aquanet zakończył prace tuż przed jej domem. - Odkąd tu mieszkam, prosimy o wodę, ślemy pisma - mówi mąż pani Beaty, Zdzisław Węgrzyn. - To jakiś żart, żeby po 50 latach, kiedy się wreszcie za to zabrali, zabrakło im 100 m rury - dodaje.</description>
        <dc:creator>armadillo</dc:creator>
        <pubDate>Tue, 11 Nov 2008 16:41:25 +0100</pubDate>

            <category>rynek</category>
    
    </item>

</channel>
</rss>
