-
We wrześniu rusza ogólnopolska kampania "Mamo, Tato, wolę wodę!", która ma przekonać rodziców i placówki edukacyjne do zastępowania w diecie dzieci napojów słodzonych - wodą. Zdaniem organizatorów akcji, taki wybór jest najzdrowszy, bo m.in. obniża ryzyko otyłości oraz próchnicy zębów. Kampania ma objąć 110 tys. przedszkolaków i 165 tys. dzieci w wieku 7-9 lat. Organizatorzy zaplanowali przeprowadzenie cyklu lekcji w 1100 przedszkolach i 1100 szkołach w 40 miastach Polski. Dzieci będą mogły poznać zasady zdrowego odżywiania, dowiedzieć się więcej o właściwościach wody, jej pochodzeniu, zastosowaniach i o tym, jak ją oszczędzać.
Na jej inaugurację, która odbędzie się 5 września o godz. 11.00 w Złotych Tarasach w Warszawie, organizatorzy zapraszają dzieci z rodzicami.
"Prawidłowe żywienie to nie tylko regularne spożywanie w ciągu dnia 4-5 posiłków przez dziecko, ale także właściwy dobór produktów i potraw oraz zabezpieczenie odpowiedniej podaży płynów, w tym wody" - przypomniała dr hab. n. med. Halina Weker z Zakładu Żywienia Instytutu Matki i Dziecka. Woda jest niezbędna do właściwego funkcjonowania organizmu - reguluje temperaturę ciała, ciśnienie tętnicze, usuwa szkodliwe produkty przemiany materii i warunkuje naturalną odporność.
-
Jak sprawdzić, czy woda lecąca z naszego kranu jest czysta? Co się z nią dzieje w oczyszczalni? A, przy okazji, jak wyglądają płuca palacza? Tego wszystkiego mogli dowiedzieć się młodzi słuchacze podczas tegorocznego Festiwalu Nauki w Warszawie. Samodzielne wykonanie testów sprawdzających czystość wody pitnej oraz uczestnictwo w pokazie oczyszczania ścieków były głównymi atrakcjami zajęć "Filtry wodne i bioindykacja zanieczyszczeń" prowadzonych przez dra Grzegorza Nałęcza-Jaweckiego z Zakładu Badania Środowiska Wydziału Farmaceutycznego AM w Warszawie. Przygotowana przez niego prezentacja została zgłoszona w konkursie Popularyzator Nauki organizowanym przez serwis Nauka w Polsce PAP i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
-
Nieufność wobec kranówki wynika często z faktu, że nie podoba nam się jej smak i zapach. Są one pochodną obecnych w wodzie kranowej związków organicznych, służącego do jej uzdatniania chloru lub substancji, które znalazły się w niej w wyniku transportu do naszych domów wodociągiem, tj. jak śladowe ilości metali ciężkich lub osady. Krajowe i unijne przepisy dot. wody pitnej określają dopuszczalne, nieszkodliwe dla zdrowia stężenia wymienionych substancji, których obecność w wodzie kranowej nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie.
"W powszechnym mniemaniu, jeśli woda nieładnie pachnie, wygląda lub smakuje, uważamy, że nie jest ona bezpieczna. To naturalne zachowanie, jednak w przypadku wody kranowej w Polsce, która spełnia normy Światowej Organizacji Zdrowia, nie ma powodów do obaw” - mówi prof. Iwona Wawer z Zakładu Chemii Fizycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. "Chociaż wyczuwamy obecność chloru w wodzie, jego stężenie jest minimalne i nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie – wprost przeciwnie. Jest gwarantem bakteriologicznego bezpieczeństwa wody” – podkreśla prof. Wawer.
-
Zagęszczona ludność będzie jednak miała przede wszystkim problem z wodą, a raczej z umiejętnością jej wykorzystania. Wskazują na to najzwyklejsze statystyki, nawet polskie. Normy w polskich spółdzielniach mieszkaniowych nieinstalujących wodomierzy przewidują na jednego mieszkańca 3 m sześc. na miesiąc, czyli 100 litrów dziennie. Ludzkość licząca 6,6 mld dusz, według tych norm, zużywałaby do celów bytowych (bez rolnictwa i przemysłu) prawie 250 mld m sześc., czyli 250 km sześc. rocznie.
Zapasy wody na świecie są jednak spore. Np. jezioro Wiktorii, największe obszarowo w Afryce, które zawiera 205 km sześc., wystarczyłoby (tylko do celów bytowych) na 10 miesięcy. To jezioro jednak nie jest zbyt pojemne. Więcej wody ma np. mniejsze, ale głębokie jezioro Niasa, o pojemności 7 tys. km sześc. Wystarczyłoby go na jakieś 30 lat. Natomiast największe jezioro na świecie, Bajkał, można by wykorzystywać do celów bytowych, przez 92 lata. Oczywiście, zasoby te musiałyby być odtwarzane, a to nie jest łatwe. Na świecie jest tylko 15 rzek, potrafiących wypełnić Bajkał w czasie krótszym niż 90 lat. Wisła, niestety, do nich nie należy. Ona, przyjmując przepływ z maja 2009 r., może napełnić zbiornik wielkości Bajkału dokładnie w 933 lata od bitwy pod Hastings do dziś.
-
Woda z opolskich wodociągów, choć przebadana i bezpieczna dla zdrowia, często pozostawia wiele do życzenia. Jest twarda (zawiera nawet 300 mg węglanu wapnia w jednym litrze), a awarie powodują, że z kranów leci breja pełna piachu, mułu i innych śmieci latami osadzających się w rurach.
Picie takiej wody zdaniem specjalistów szkodliwe nie jest, ale do najprzyjemniejszych nie należy. Jak działa na instalacje i sprzęty domowe, np. pralki, zmywarki czy czajniki, wiadomo - widać to na wyższych rachunkach (nawet o 50 procent!) i częstszych naprawach.
Producenci oferują systemy uzdatniania wody pobieranej z sieci i z indywidualnych studni. Niestety, większość rozwiązań, które chronią całą instalację wodną, przeznaczona jest tylko do domków jednorodzinnych.
-
Podczas mechaniczno-biologicznego oczyszczania ścieków powstają silnie uwodnione osady ściekowe, które dotychczas najczęściej trafiały do środowiska w postaci wstępnie ustabilizowanej (np. po stabilizacji tlenowej, beztlenowej lub wapnem).
Uwodnione osady, zbierane na poszczególnych etapach oczyszczania, różnią się właściwościami fizykochemicznymi i biologicznymi. Charakteryzują się dużą zawartością związków organicznych i z tego też powodu mogą znaleźć zastosowanie w rolnictwie po uprzedniej ich biodegradacji, która polega na zniszczeniu bakterii chorobotwórczych i mineralizacji substancji organicznej łatwo ulegającej rozkładowi.
Kompostowanie jest biotermicznym procesem przerobu odpadów biologicznych, w którym rozkład substancji organicznych następuje w warunkach tlenowych w wyniku działalności drobnoustrojów. Przetwarzanie osadów ściekowych na kompost jest korzystne, gdyż zapewnia to w pewnym stopniu ich unieszkodliwienie pod względem sanitarno-epidemiologicznym, a także bardzo poprawia cechy organoleptyczne, tj. zapach, barwę, granulację czy wartość nawozową. Podczas procesu kompostowania występuje podwyższona temperatura, która przyczynia się do likwidacji części mikroorganizmów chorobotwórczych, jaj pasożytów i innych patogenów. W dalszych fazach kompostowanie odbywa się przy współudziale pleśni i grzybów, które wytwarzają substancje o selektywnym działaniu antybiotycznym.
-
Wśród wielu zapowiadanych kataklizmów, które mają na nas spaść jako kara za zatruwanie atmosfery gazami cieplarnianymi, wymienia się gigantyczną powódź, która nastąpi po stopnieniu lodów Antarktydy. Ile jest prawdy w złowieszczym proroctwie?
Antarktyda jest cool (ang. chłodny, ale potocznie: wspaniały, bombowy!) prawie od 34 mln lat. Zanim mrozy zamieniły ją w krainę wiecznego śniegu i lodu, miała bogatą szatę roślinną. Prawdopodobnie tylko wysoko w górach występowały małe lodowce, jedne z niewielu wówczas na Ziemi. Ochłodzenie przyszło nagle, po kilkudziesięciu milionach lat względnego klimatycznego spokoju. Na przełomie dwóch okresów geologicznych - eocenu i oligocenu - w kontynent uderzyły dwie wielkie fale zimna trwające ok. 40 tys. lat każda. Helen Coxall z Cardiff University, która dwa lata temu opisała w „Naturę" tę metamorfozę, uważa, że zaczęła się ona od raptownego obniżenia temperatur letnich, co sprawiło, iż spadły zimą śnieg nie zdołał stopnieć. Załamanie klimatu miało zapewne zasięg globalny, choć mogło być spowodowane tym, że nieco wcześniej od Antarktydy oderwała się Ameryka Południowa, w wyniku czego ten pierwszy kontynent został odizolowany przez morze od innych.
-
Specjaliści z kilku cenionych na świecie ośrodków zabrali się do weryfikacji danych o globalnym ociepleniu. Niestety, ich wnioski nie brzmią optymistycznie.
Jeśli utrzymamy takie tempo wzrostu temperatury jak obecnie, rozmiękająca wieloletnia zmarzlina jeszcze zintensyfikuje ocieplenie. Co więcej, jeżeli topnienie lodowców Grenlandii wpisze się w scenariusz wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości naszej planety, czeka nas błyskawiczny wzrost poziomu mórz. Informacje na ten temat publikują pisma „BioScience” oraz „Nature Geoscience”.
Ziemia gnije
Mnożące się oczka wodne i jeziora na dotychczas zamarzniętej Alasce oraz zamieniająca się w wielkie bagnisko syberyjska tundra – to tylko najbardziej oczywiste przykłady tego, co się dzieje z wieloletnią zmarzliną na półkuli północnej. Naukowcy nie używają już określenia „wieczna zmarzlina”, bo obecne wydarzenia pokazują, że w klimacie Ziemi nic nie jest wieczne.
O tym, jak istotny to problem, świadczy powierzchnia obszarów objętych przemarzniętym gruntem – zajmują one prawie 24 proc. lądów półkuli północnej. Są wśród nich nie tylko obszary koła podbiegunowego Syberii, Kanady, Alaski i Półwyspu Skandynawskiego, ale i rejony wysokogórskie, m.in. Alp czy Tien-Szan.
-
Kiedy 16 września glacjolodzy z amerykańskiego Narodowego Centrum Śniegu i Lodu w Boulder w Kolorado przyszli do pracy i przy porannej kawie zaczęli przeglądać najnowsze wyniki pomiarów arktycznego lodu, połowa z nich pobiegła otwierać szampana. Pozostali zwiesili nosy na kwintę.
Kilka miesięcy wcześniej założyli się, czy we wrześniu z bieguna północnego zniknie cały lód. Wiele wskazywało na to, że tak się może stać. W zeszłym roku w Arktyce - żyjącej w rytmie marcowych maksimów i wrześniowych minimów lodu - zanotowano najmniejszą pokrywę lodową w blisko 30-letniej historii precyzyjnych pomiarów satelitarnych. Biała tafla skurczyła się do rekordowych 4,13 mln km kw. I choć do marca tego roku kra znowu urosła do ponad 15 mln km kw., to wiadomo było, że to słaby, jednosezonowy lód, który nie przetrzyma lata. Dane satelitarne NASA pokazywały, że grubego lodu wielosezonowego jest coraz mniej. Kiedyś w miesiącach zimowych pokrywał on od 50 do 60 proc. Arktyki. Ostatniej zimy - niecałe 30 proc. Arktyczna pokrywa lodowa staje się coraz mniejsza i słabsza.
Naukowcy, którzy obstawili, że tego lata biegun północny zostanie ogołocony z lodu, zacierali więc ręce. Ale Arktyka spłatała im figla, pokazując swą chaotyczną naturę.
-
Amerykańscy badacze niedawno doszli do wniosku, że dziewczęta pijące napoje gazowane mają problemy z układem kostnym. – Ale w tym przypadku nie chodziło o napoje gazowane jako takie, tylko o napoje typu cola, które są tam synonimem napoju gazowanego – tłumaczył na ramach portalu redaktor Tadeusz Wojtaszek. Jak twierdzi, tylko ten typ napojów gazowanych zawiera kwas ortofosforowy – antagonistę wapnia, który źle wpływa na strukturę kości. – Kości stają się miększe i bardziej łamliwe. Dlatego dzieci i młodzież, zwłaszcza dziewczęta, nie powinny pić tego typu napojów, ponieważ narażają się w późniejszym wieku na osteoporozę – stwierdza redaktor. Podkreśla jednocześnie, że to nie nie dwutlenek węgla odpowiada za wymienione negatywne zjawiska.